| turkus, drewno, sutasz |
poniedziałek, 28 maja 2012
TURKUSOWA RAPSODIA
Następnym dziełem był wisior dla koleżanki. 19 maja byliśmy we Wrocławiu z mężem na ślubie Jego przyjaciela. Pomimo, że nigdy się specjalnie z Magdą nie przyjaźniłyśmy, zawsze jakoś estetycznie i emocjonalnie miałyśmy to samo podejście do wielu rzeczy. Stąd bez wahania wiedziałam, że ta kolorystyka i ten wzór będzie dla Niej idealny! Młoda Para wymyśliła sobie prezent podkościelny w postaci maskotek, które zawiozą do domu dziecka albo totolotka. Ja pomyślałam, że maskotki wywiozą, totek do śmietnika, a sutasz zostanie na zawsze. Z tyłu wyhaftowałam złota nitką datę ślubu, co by nikt za 20 lat nie miał złudzeń z jakiej to okazji. Najfajniejsze jest to, że jak coś szyję, mam w głowie obraz konkretnej osoby dla której to robię. To jest fantastyczne. Robienie dla kogoś z myślą o kimś sprawia, że ściągam ta osobę myślami i jest obecna w mojej głowie. Dzięki temu czuję jakby stawała mi się bliższa, a to co robię nabiera cech osobowościowych danej jednostki. Zupełnie jak z rysunkiem. Kto kiedyś szkicował postaci ten wie. Model pozuje, a Ty uderzając ołówkiem czy węglem o kartkę rysujesz stopy, łydki, piersi i czujesz się tak, jakbyś ich rzeczywiście dotykał, głaskał. To jest efekt mojego głaskania Magdy siłą umysłu:)
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz